czwartek, 31 stycznia 2013

Rozdział I/III


Jest cicho. Szum w głowie tłumi czyjś krzyk. Mrugam kilka razy aby dojść do siebie jednak to nic nie daje. Jestem w szoku.  Świat nabiera nienaturalnych kształtów. Próbuje wstać. Okazuje się to trudniejsze niż zwykle. Coś jest nie tak. Czuję się jak po przynajmniej 3 mocnych drinkach whiskey z colą. Świat wywraca się do góry nogami lecz po kilku sekundach wraca do normy. Nadal szumi mi w głowie i nie jestem w pełni świadoma tego co dzieje się wokół mnie. Ponownie próbuje podnieść się z rozgrzanego asfaltu jednak ból w prawym udzie znacząco ogranicza mi ruchy. Ktoś pomaga mi wstać, chwyta mnie i sadza na maskę granatowego samochodu. Przede mną stoi  chłopak, na oko 2 lata starszy ode mnie. Jego czarne włosy opadają na zmarszczone z przerażenia czoło. Spoglądam na usta. Widzę, że coś do mnie mówi. Nie zwracam na to uwagi. Próbuje utrzymać równowagę, skupiając swój wzrok na jednym punkcie by przerwać zawroty głowy. Moją uwagę przykuwają oczy. Wydają się być znajome. Źrenice są rozszerzone tak mocno, że intensywnie niebieskie tęczówki stają się ledwo zauważalne. Widzę w jego oczach troskę i strach jaką widziałam w dniu śmierci matki, w oczach mojego ojca. Wtedy był faktycznie wystraszony, mimo to gotówy do zadbania o swoje dzieci. Gotowość ta przeminęła w momencie kiedy popadł w nałóg. Mimo alkoholu tata na ogół nie bywa agresywny. Zamyka się w swoim gabinecie i przegląda rodzinne albumy. Rzadko zdarza się by wpadł w furię. Wolę jednak dmuchać  na zimne i być przy siostrze jak najdłużej by w razie konieczności ochronić ją własnym ciałem. Mój tata jest kochany gdy jest trzeźwy. Opiekuje się nami. Niestety chwile te są tak krótkie , że nie mamy czasu się nim nacieszyć. Gdy  jego krew jest wolna od trunku, staram się przemówić mu do rozsądku i przekonać go do terapii. Na razie nie idzie mi to najlepiej. Ponownie skupiam uwagę na nieznajomym. Na łuku brwiowym dostrzegam kilku centymetrową bliznę.  Dociera do mnie skąd znam jego oczy. To ten sam chłopiec, który przestraszony czekał na szpitalnym oddziale za udzieleniem lekarskiej pomocy. Czekał tam na opatrzenie rany kiedy ja byłam zdezorientowana i nie rozumiałam powagi sytuacji. Najgorszy i zarazem najlepszy dzień mojego życia. Śmierć matki, narodziny siostry. Szum w głowie cichnie, a ja wracam do pełnej świadomości. Dopiero teraz rozumiem słowa nieznajomego:
  - Hej! Nic ci nie jest? Słyszysz mnie?
  - Tak, teraz tak.. Strasznie boli mnie głowa i noga. Co jest grane?
  - Ja.. Ja nie wiem co mam powiedzieć. Miałaś wypadek. Nie zatrzymałem się przed przejściem dla pieszych i .. uderzyłem w ciebie – mówi drżącym głosem – Mam zawieść cię do szpitala, na pogotowie, chcesz złożyć na mnie skargę?
  - Spokojnie, nic z tych rzeczy. Nic się nie stało. Jestem tylko trochę potłuczona i trudno mi ustać na prawej nodze. Pomijając też fakt, że kręci mi się w głowie i czuję się pijana, wszystko jest w porządku. – uśmiechnęłam się do niego by podnieść go na duchu - To był zwykły wypadek, nic strasznego się na szczęście nie stało. Kilka siniaków to nie koniec świata.
 - Na pewno? Mógłbym coś dla ciebie zrobić, wynagrodzić ci to? Może dasz zaprosić się na kawę? Doszła byś trochę do siebie, a ja zaopiekowałbym się tobą tak aby nie trafił w ciebie kolejny debil taki jak ja.
  - Zabawny jesteś! Mówię ci poważnie, że wszystko jest ok – uśmiecham się szeroko – Dam radę! Chciałabym skorzystać z twojego zaproszenia, jednak muszę szybko wracać do domu. Problemy rodzinne...
  - To może chociaż cię podwiozę? Nie pozwolę ci w tym stanie włóczyć się po mieście.. – jaki on jest troskliwy! Nie wierzę, że tacy chłopcy jeszcze istnieją.. Ciekawa jestem czy mnie pamięta.
  - Było by mi miło, ale..
  - Ale? Ah tak! Pewnie poczułabyś się niezręcznie bo mnie nie znasz. Jestem Mike!
   - Ines. Nie chodziło mi tylko o twoje imię..
  - Tak? To o co jeszcze?
  - Znam cię. To znaczy pamiętam. Widziałam cię kilka lat temu w szpitalu, miałeś rozcięty łuk brwiowy – wskazałam na bliznę Mike.
  - O tak, przypominam to sobie. Chciałem uciec w nocy z domu, aby pograć w piłkę. Powiedzmy, że ucieczka przez okno, po drzewie nie była idealnym rozwiązaniem dla ośmiolatka. Tym bardziej, że pod drzewem stała szklana figurka. Siedziałaś skulona w kącie, prawda? Miałaś różową sukienkę, a na to narzucony beżowy płaszczyk. Włoski splecione w dwa warkocze z kokardkami na końcach. Widziałem, że byłaś trochę nieświadoma tego co dzieje się wokół, ale wyczułem twoje przerażenie – jakim cudem on pamięta takie szczegóły? Mimo, że ten dzień utkwił mi znacząco w pamięci nie pamiętam w co byłam ubrana i jak miałam upięte włosy. Miał osiem lat. Jak mógł to zapamiętać. Byłam tylko dziewczynką, która z ukrycia go obserwowała..
  - Jakim cudem pamiętasz takie szczegóły?
  - Chyba się śpieszysz prawda? Wskakuj, jedziemy.
Dziwi mnie jego nagła zmiana tematu, ale bez zbędnych słów wsiadam do auta i podaję adres.  Toczymy luźną pogawędkę na temat pogody, miasta. Po raz kolejny pada słowo przepraszam. Uśmiecham się, słucham jego historii. Wrócił kilka dni temu z Londynu.. Myślę jednak o czymś zupełnie innym. Analizuję jego słowa. Moja mama zmarła 11 lat temu. Byliśmy dziećmi. Jak przestraszona dziewczynka mogła aż tak utkwić w pamięci ośmiolatkowi. Trzyma to wspomnienie w sobie, nie pomijając szczegółów nawet takich, które dotyczą koloru sukienki.
Docieramy na miejsce.
  - Jeszcze raz bardzo cię przepraszam. Nie wybaczę sobie tego, że zrobiłem ci krzywdę! – znowu mówi zdenerwowanym głosem.
  - Po raz kolejny mówię ci, że nic się takiego nie stało. Tylko na przyszłość uważaj. Nie każda panienka w tym mieście jest tak wyrozumiała jak ja. Dzięki za podwiezienie, strasznie mi to pomogło. Raczej nie doszłabym tak szybko do domu w takim stanie.
  - Przyjemność po mojej stronie. Trzymaj, tu jest mój numer telefonu. Jeśli potrąci cię kiedyś jeszcze jakiś idiota i będziesz potrzebowała transportu do domu lub po prostu będziesz chciała pogadać, zadzwoń! Może jeszcze kiedyś się spotkamy. Do zobaczenia! Mam nadzieję.. – ostatnie słowa ledwo dało się usłyszeć.
  - Dziękuję, zapamiętam! Do zobaczenia!
Odjechał..
Słońce chowa się za chmurami. Powietrze jest dość ciężkie, a ptaki latają nisko nad ziemią. Zapowiada się na deszcz. Otwieram bramkę, a przy moich nogach natychmiast pojawia się mały piesek. Nie mam w domu dużo obowiązków. Muszę po prostu utrzymywać porządek i troszczyć się młodszą siostrę. Lily uwielbia zwierzęta, a małego kundelka znalazła zagłodzonego i przywiązanego do słupa na obrzeżach miasta. Jak można być takim potworem aby zostawić niewinne stworzenie na pastwę losu? Pozwoliłam jej zaopiekować się mieszańcem. Przystaję na tarasie i biorę głęboki oddech. Jak zwykle nie jestem pewna co zastanę po wejściu do domu. Wchodzę, a widok domu nie robi na mnie większego wrażenia. Widzę ojca z butelką taniej wódki, zalanego na swoim fotelu w gabinecie. Orientacyjnie rozglądam się pod domu, by dostrzec szkody. Przypominam sobie o zakupionej mrożonce i biegnę do kuchni przygotować Lily kolację.
Wołam ją na kolacje, a sama idę do swojego pokoju.

środa, 30 stycznia 2013

Rozdział I/II

Muzyka od lat, była dla mnie ważna. Uwielbiałam oddać się rytmowi wirując po parkiecie. Kiedy miałam 5 lat mama zaprowadziła mnie na lekcję baletu. Sprawiło mi to wiele radości, dlatego postanowiłam włączyć taniec na stałe do mojego życia. Przeszłam jednak małą rewolucję i wybrałam taniec współczesny. Balet przywoływał zbyt wiele wspomnień. W słuchawkach rozbrzmiewa utwór do nowego układu. Analizuje w myślach taneczne figury i kończę palić papierosa. Musiałam iść bardzo szybko, ponieważ zawsze wystarczał mi on na zaledwie pół drogi. Teraz do pokonania została mi tylko, krótka parkowa dróżka prowadząca do kawiarni. Dostrzegam czerwono-białe parasole, a pod jednym z nich siedzi blondynka z włosami upiętymi w niedbałego jednak efektywnego koka. Widzę, że ubrana jest w krótką i obcisłą, czarną sukienkę, a na ramiona narzucony ma koronkowy sweterek. Dopełnieniem dziennej kreacji są wysoko wiązane sandałki na platformie. Automatycznie przyśpieszam kroku. Maja czeka już 15 min.
 - Hej, co tam?! - witam ją z entuzjazmem.  Maja z widocznym zdenerwowaniem przez moje spóźnienie, odpowiada uśmiechem.
 - Czekam za tobą już 15 min. Dziś ty stawiasz. Musisz wynagrodzić mi mój stracony czas.
 - Nie ma sprawy. - Rzucam niechętnie i czekam za zamówieniem.
 - Byłam wczoraj w clubie. Zgadnij kto rządził na parkiecie i odebrał mi pole do popisu przed chłopcami. Z resztą nie byle jakimi. Seksowni surferzy z sąsiedniego osiedla. Schrupałabym jednego po drugim. - Relacjonowała. Nie musiałam długo się zastanawiać. To Natasza, dziewczyna sukcesu.. Nie należała do najseksowniejszych jednak jej uwodzicielskie spojrzenie przyciągało facetów w promieniu kilku kilometrów. Miała długie, lekko kręcone, utlenione blond włosy. Fałszywy charakter sprawił, że zdobyła niejednego przystojniaka. W zależności od upodobań chłopaka była od niewinnej słodziary do ostrej laski, lubiącej dobrą zabawę i dziki seks.
 - Oj ale mi przykro, że nie możesz poruchać się z kolejnym gościem. - to był sarkazm. Majka nie traktowała na razie miłości poważnie. Lubiła zabawić się z jednym, a nawet kilkoma chłopcami jednej nocy. Zdarzało się nawet, że rano budziła się w towarzystwie 3 facetów. Miała bujne życie seksualne, nie do końca rozważne jednak jej IQ przewyższało nie jednego mózgowca. Uczyła się bardzo dobrze, mimo, że na naukę nie poświęcała dużo czasu. Jej życie opierało się na wiecznych balangach, flirtach i seksie. Wiem, że podobał się jej pewien chłopak lecz ten należał do romantyków. Kontrowersyjnej Mai trudno było zainteresować prostego chłopaka lubiącego randki. Należał do nielicznej grupy tych, którzy nie lecieli do łóżka z każdą laską napotkaną na plaży w skąpym bikini. Chłopak miał na imię Max. Był starszy od nas o 2 lata, jednak często przebywał w tej knajpce. Niekiedy można było spotkać go w miejscowych klubach jednakże zdarzało się to bardzo rzadko. Wystarczyło to aby dowiedział się o grzeszkach i podrywach Olimpii. Był wysoki, a każda dziewczyna wtulona w jego ciało, objęta w silnym uścisku mogła poczuć się tak bezpiecznie, że nic wokoło nie mogło jej zagrażać. Nie był typem pakera. Mimo to jego klatka piersiowa była dostatecznie umięśniona. Miał piękne, duże ciemne oczy, a jego włosy były lśniące o cudownym kasztanowym odcieniu.
 - Jak możesz tak mówić?! Przecież jestem twoją przyjaciółką!
 - Kochana, to nie zmienia faktu, że lubisz zabawiać się z facetami.. Połowa Miami o tym wie, a część z nich miała okazję przekonać się o tym na własnej skórze. Wiele osób wie, że lubisz wybierać biały domek z tarasem na zachodniej plaży. Jako jedyny posiada duże łóżko i dwuosobowy, szklany prysznic.
 - Od kiedy na dzień dobry rzucasz takie teksty? Co ci się stało?
 - Leo. - Nie muszę mówić nic więcej. Dobrze wiedziała jak mogłam się czuć. Jestem dziewicą, a jedyną pseudo seksualną przygodę przeżyłam rok temu na obozie letnim. Nie należy to jednak do moich najlepszych wspomnień. Mój wybranek był pod wpływem alkoholu. Gdy byliśmy już w samej bieliźnie, a jego dłonie błądziły po moim ciele, poczułam rozluźnienie jego mięśni. Chłopak ledwo trzymał się na nogach, zatoczył się w tym i chlusnął na swoje markowe buty. Od tamtej pory jedynym zbliżeniem były niewinne pocałunki podczas gdy sama byłam lekko upojona. Marzę o chwili bliskości z Leonardem. Wierzę w prawdziwą miłość, a jego obdarzam wyjątkowo silnym, nieodwzajemnionym uczuciem. Niestety wszystko uległo natychmiastowej zmianie, po wyjątkowo nieudanej imprezie. W sumie wszystko sugerowało, że będzie to doskonała biba pod każdym względem. W tamtej chwili byłam na prawdę blisko z Leo. Mogę śmiało twierdzić, że byliśmy dobrymi przyjaciółmi. Niestety alkohol zmienia ludzi nie do poznania i tak właśnie było z Nataszą. To co zrobiła zraniło mnie bardzo mocno. To oczywiste, że każdy z nas ma granice, której nie można przekraczać. Natasza przekroczyła ją właśnie na tej imprezie. Nie jestem w stanie powiedzieć ile wtedy wypiła, ale to nie był jeden drink. Pamiętam to, jakby to zdarzyło się wczoraj, mimo że sama ostro imprezowałam. Właśnie rozmawiałam z Leo. Była to zwykła rozmowa, nic szczególnego, żadnych sekretów, żadnych wyznań. Nagle podeszła do nas Natasza, a raczej zatoczyła się koło nas. Na szczęście podtrzymał ją Leo. Ta musiała zauważyć mój błysk w oczach gdy patrzyłam na blondyna i od razu zorientowała się, że mi się podoba. Nie byłyśmy przyjaciółkami, a nawet koleżankami. Generalnie można uznać nas za konkurentki. Miałam jednak godność i szacunek do drugiej osoby, którą Natasza już dawno straciła. Nie liczyła się kompletnie z uczuciami innych. Na moich oczach zaczęła gładzić go po policzku, przeczesywać dłonią włosy, drugą dotykać go w najczulszych miejscach. Po chwili namiętnie go pocałowała. Poczułam się nikim. Stałam tam i obserwowałam jak mój największy wróg całuje chłopaka, którego kocham.
 - Czyli to, że nie udaję ci się nawiązać kontaktu z Leo tak na ciebie wpływa?
 - Nie, po prostu wierzę w prawdziwą miłość i uważam, że nie warto puszczać się na prawo i lewo, tylko czekać na tego jedynego, który zasłuży na zbliżenie.
 - Nie ważne, zmieńmy temat.
 - A co?! Pobijesz mnie jak tego kolesia w barze?
 - Chłopak miał mokro w portkach i wstyd do końca życia, że sprała go niewinna blondyneczka. - Obie wybuchamy śmiechem. Wiadomo już, że to koniec naszej sprzeczki na temat chłopaków i niezależnego seksu.
 - Ponoć jutro wieczorem jest impreza na zachodniej plaży - uśmiecham się znacząco, a Majka od razu łapie aluzję, kontynuuję - Nie mam na jutro żadnych planów więc może wyskoczymy się zabawić? Słyszałam, że ma być dużo znajomych oraz nowy zespół. Na barowym podeście nie zabraknie alkoholu. Może będę miała okazję pokręcić z Leo..
 - Ogarnij się dziewczyno. Rozluźnij się i zalicz szybki numerek z tym seksownym brunetem zza baru. Ma on darmowy dostęp do najlepszych domków na plaży. Pamiętaj jednak, ten biały z tarasem jest mój!
 - Daj spokój, on jest wiecznie zarośnięty. Nie ma już kasy na maszynki, całą wypłatę przeznacza na prezerwatywy? Seks isn't for fun. Seks is for love!
 - W jakim ty świecie żyjesz? Znowu pieprzysz mi tu o seksie z miłości? W Miami to nie istnieje, zwłaszcza po tej stronie miasta. Musimy wyglądać seksownie, żeby Natasza nie poderwała mi najlepszych sztuk. Nie wiem jak ona daje radę z tym niedoruchanym ryjem. Jedyne co ma dobre to cycki.
 - Czy ty musisz mieć takie określenia? Ogarnij! Ty w głowie masz tylko seks. Okej spadam do domu. Niebezpieczne dla Lily jest zostawienie jej samej z ojcem na tyle czasu. Zobaczymy się jutro o 19 przy wejściu na plażę.
 - Dobrze cię rozumiem, trzymaj się i do jutra! Oderwiemy się od problemów.
Żegnam się z przyjaciółką. Dochodzi godzina 17, więc postanawiam wskoczyć szybko do pobliskiego spożywczaka aby przygotować siostrze jakąś kolację. Nie mam już zbyt dużo pieniędzy, więc zadowolimy się mrożonką. Po raz kolejny w mojej głowie roi się od myśli dotyczących Leonarda. Myślę, że to już obsesja ale staram się odrzucić tą myśl jak najszybciej. Będąc na pasach słyszę pisk opon...





wtorek, 29 stycznia 2013

Rozdział I/I

Słoneczne promienie muskają moje zarumienione policzki. Włosy upięte w luźny kucyk, teraz bezwładnie opadły na nagie ramiona. Próbuję wygramolić się z łóżka, jednak nagle czuje na sobie wzrok, leżącego obok Leo. Chcę udać niewiniątko i szybko wyślizgnąć się spod kołdry. Nie zdążyłam się ruszyć, a już na swojej tali poczułam jego ciepłe ręce, które zaciskały się w silnym uścisku. Moje serce łomocze, a w myślach tworzą się nowe scenariusze. Czuję, że eksploduje uwalniając swoją energię. Droczę się z moim ukochanym, przesyłam mu dwuznaczne spojrzenia udając zarazem potulną dziewczynkę. Świat właśnie się zatrzymał. Na mojej szyi przetacza się ciepła fala oddechu ukochanego. Jego miękkie usta zaczęły składać pocałunki na mojej szyi, a ręce błądziły po moim ciele. Leo jest strasznie czuły i delikatny. Wyszeptał mi do ucha ciche Kocham Cię i przyłożył swe usta do moich. Przeszedł mnie dreszcz, narastające podniecenie sprawia, że nieświadomie przygryzam jego wargę, a dłońmi przeczesuje jego gęste blond włosy. Spoglądam na niego ukradkiem i dostrzegam uśmiech.  Jesteśmy coraz bliżej siebie, a on zaczyna obdarzać pocałunkami moje nagie ciało. Jego ręka schodzi niżej i delikatnie masuje mój brzuch. Jest teraz nade mną. Patrzy mi prosto w oczy. Widzę błysk radości w jego niebieskich tęczówkach. W końcu oczy zdradzają tak wiele emocji. Wiem czego chce, a ja jestem w stanie zaspokoić jego pragnienie. Delikatnie przemieszczam się tak aby moje usta były na wysokości jego czoła. Składam tam pocałunek. Już dawno zorientował się, że oznacza to moje TAK. Czuję gorącą falę przechodzącą przez moje ciało, gdy stajemy się jednością. Czule obdarza pocałunkami moją szyję, a ręce zatapia w ciemnych włosach rozwalonych na miękkiej zielonej poduszce. Pokój wypełnia aura miłości. Zaczyna wykonywać bardziej dynamiczne ruchy, zostając przy tym wyjątkowo delikatnym..
Moją refleksje przerywa dźwięk wiadomości. Ostatnio często skupiam swoje myśli na Leo. Jest dobrze zbudowanym, niebieskookim blondynem. Byliśmy kiedyś dobrymi znajomymi. Mieszkamy po sąsiedzku jednak od pewnego czasu nie zamieniliśmy ani słowa. Leo, który skradł mi serce i wdarł się do mojego umysłu spędza teraz czas z Nataszą, Irmą i Bokserem. Jest to znana ekipa, która niszczy każdego kto nie przypadnie im do gustu. Brygada bogaczy, nie zwracająca uwagi na uczucia innych. Zagarnęła Leo pod swoje skrzydła tylko dlatego, że jego ojciec pracuje w laboratorium farmaceutycznym. Chłopak jest orłem z chemii, więc nie jest dla niego problemem stworzenie środka działającego jak narkotyk. Tym samym oszczędzają oni ogromne pieniądze, nie kupując dragów u dilerów. Nie są uzależnieni. Lubią jednak dobrą zabawę, a używki pomagają trzymać się im na nogach, oraz dostarczają wrażeń. Często są obecni w miejscowych clubach lub podczas imprez na plaży. Krążą plotki, że Bokser jest posiadaczem Date Rape Drug. Miejmy nadzieje, że to tylko fikcja wymyślona przez kogoś, komu ekipa przysporzyła problemów. Nie mogłabym znieść myśli, że wykorzystał on pigułkę gwałtu pomimo tak wielkiego powodzenia wśród dziewcząt. Jest strasznie podobny do kochanego Leo. Różni ich jedynie kolor włosów, oczu oraz przede wszystkim charakter. Dawid jest wysoki i dobrze zbudowany. Stąd wzięło się jego przezwisko, a jego charakter dodatkowo pomógł ludziom zamknąć je w pamięci. Już nikt nie zwraca się do niego po imieniu.
Chwila zbliżenia, mało tego - rozmowa z Leo, może zaliczyć się teraz do moich najśmielszych marzeń. Odkąd porwały go sidła Nataszy, mało prawdopodobne jest abyśmy znowu stali się sobie bliscy.
Dźwięk SMS po raz kolejny wypełnił pokój. Wiadomość jest od Majki. To moja przyjaciółka. Tak naprawdę na imię ma Olimpia. Nie lubi tego imienia. Jej rodzice ubóstwiali to greckie miasto, więc postanowili nazwać tak swoją córeczkę. Podczas jednej z wycieczek do galerii sztuki, jeden z artystów zainteresował się jej urodą jak i imieniem. Przyjrzał się Olimpii kilka razy i doszedł do wniosku, że równie dobrze pasowało by imię Maja. Dziewczyna o śniadej cerze miała niebieskie oczy oraz złociste, długie, kręcone włosy. Od razu się przyjęło. Niewinna buźka i imię były tylko zdradliwą powłoką Mai. Tak naprawdę uwielbiała imprezować i zwracać na siebie uwagę wszystkich chłopaków w okolicy.
Chce spotkać się na małe caffe latte, w pobliskim parku. Szybko spinam włosy w luźny kucyk, rzęsy maluje nową maskarą, chwytam ulubiony sweter i starą torebkę oraz ruszam na umówione miejsce. Podczas drogi zakładam słuchawki, wyciągam paczkę Marlboro Goldów i odpalam papierosa.

PROLOG.

Ostre światło lampy miejskiego szpitala drażni moje wrażliwe, zaspane oczy. Moje sześcioletnie serce bije w rytm wskazówek zegara wybijającego trzecią godzinę. Z sali obok dobiega przeraźliwy dźwięk. Moje ciało drży ze strachu oraz zimna. Obok mnie siedzi ojciec. Widzę jego przekrwione oczy pełne strachu i bólu, który przekracza granice szaleństwa. Martwi się. Cisza na korytarzu przerywa przeraźliwy krzyk. Moje nogi rwą się do ucieczki, jednak nie mogę tego zrobić. Tam jest moja mama. Czas wlecze się nie ubłaganie. Minęły dopiero dwie godziny, które zamieniają się w wieczność. Zdarza się, że momentami podnoszę głowę i widzę biegających lekarzy. Nic nie rozumiem. Wytężam wzrok i spoglądam przed siebie w głąb długiego, niebieskiego korytarza. Mimo tak późnej godziny na oddziale pojawia się wiele osób. Ich oczy zdradzają emocje. Widzę starszego siwego mężczyznę z łzami oraz bezradnością wymalowaną na twarzy. Jest zmęczony. Widzę jak podchodzi do niego lekarz, który w geście wsparcia kładzie starcowi rękę na ramieniu. Po chwili z sali obok troje pielęgniarzy wywozi na metalowym łóżku ciało starszej kobiety. Mężczyzna osuwa się na ziemię. Wykonuje telefon do swojego syna. W szpitalu ból i cierpienie nie są nikomu obce. Na przerażonego mężczyznę spogląda również niebieskimi oczami chłopiec o czarnej, bujnej czuprynie. Przypatruję mu się kilka sekund, lecz dopiero po chwili dostrzegam plamę krwi na jednej z nogawek oraz przecięty łuk brwiowy. Uśmiechnęłam się do niego pocieszająco i zastanawiałam się co przytrafiło się chłopcu i jak radzi sobie z bólem. Z zadumy wyrywa mnie kolejna fala krzyku. Prawdziwy dramat rozgrywa się w sali 212. Nie minęło zbyt dużo czasu, a nastała cisza. Ucichły krzyki, a dźwięk maszyn szpitalnych przytłumił jednolity, długi sygnał. Nie przykładałam do tego większej uwagi. Dla mnie przestraszonej sześciolatki znaczyło to tyle, ile porządek w pokoju. Dopiero teraz rozumiem, co się stało. Moje ciało przeszył dreszcz, gdy zobaczyłam zalanego łzami, jednak uśmiechniętego ojca. Na rękach trzyma dziecko zawinięte w różowy kocyk. To moja siostra Lily. Radość z narodzin trwała krótko. Moja kochana mamusia odeszła. Komplikacje poporodowe okazały się dla niej śmiertelne.
Budzę się z krzykiem, osaczona kolejnym koszmarem. Mnie i moją siostrę wychowuję przepracowany ojciec, dla którego alkohol stał się drogą ucieczki. Tak na prawdę radzimy sobie same, opierając się na doświadczeniach mamy, które zapisała w swoim pamiętniku. 
Jestem Ines. Mam 17 lat.