Jest cicho. Szum w głowie tłumi czyjś krzyk. Mrugam kilka
razy aby dojść do siebie jednak to nic nie daje. Jestem w szoku. Świat nabiera nienaturalnych kształtów. Próbuje
wstać. Okazuje się to trudniejsze niż zwykle. Coś jest nie tak. Czuję się jak
po przynajmniej 3 mocnych drinkach whiskey z colą. Świat wywraca się do góry
nogami lecz po kilku sekundach wraca do normy. Nadal szumi mi w głowie i nie
jestem w pełni świadoma tego co dzieje się wokół mnie. Ponownie próbuje
podnieść się z rozgrzanego asfaltu jednak ból w prawym udzie znacząco ogranicza
mi ruchy. Ktoś pomaga mi wstać, chwyta mnie i sadza na maskę granatowego
samochodu. Przede mną stoi chłopak, na
oko 2 lata starszy ode mnie. Jego czarne włosy opadają na zmarszczone z
przerażenia czoło. Spoglądam na usta. Widzę, że coś do mnie mówi. Nie zwracam
na to uwagi. Próbuje utrzymać równowagę, skupiając swój wzrok na jednym punkcie
by przerwać zawroty głowy. Moją uwagę przykuwają oczy. Wydają się być znajome.
Źrenice są rozszerzone tak mocno, że intensywnie niebieskie tęczówki stają się
ledwo zauważalne. Widzę w jego oczach troskę i strach jaką widziałam w dniu
śmierci matki, w oczach mojego ojca. Wtedy był faktycznie wystraszony, mimo to
gotówy do zadbania o swoje dzieci. Gotowość ta przeminęła w momencie kiedy
popadł w nałóg. Mimo alkoholu tata na ogół nie bywa agresywny. Zamyka się w
swoim gabinecie i przegląda rodzinne albumy. Rzadko zdarza się by wpadł w
furię. Wolę jednak dmuchać na zimne i
być przy siostrze jak najdłużej by w razie konieczności ochronić ją własnym
ciałem. Mój tata jest kochany gdy jest trzeźwy. Opiekuje się nami. Niestety
chwile te są tak krótkie , że nie mamy czasu się nim nacieszyć. Gdy jego krew jest wolna od trunku, staram się
przemówić mu do rozsądku i przekonać go do terapii. Na razie nie idzie mi to
najlepiej. Ponownie skupiam uwagę na nieznajomym. Na łuku brwiowym dostrzegam
kilku centymetrową bliznę. Dociera do
mnie skąd znam jego oczy. To ten sam chłopiec, który przestraszony czekał na
szpitalnym oddziale za udzieleniem lekarskiej pomocy. Czekał tam na opatrzenie
rany kiedy ja byłam zdezorientowana i nie rozumiałam powagi sytuacji. Najgorszy
i zarazem najlepszy dzień mojego życia. Śmierć matki, narodziny siostry. Szum w
głowie cichnie, a ja wracam do pełnej świadomości. Dopiero teraz rozumiem słowa
nieznajomego:
- Hej! Nic ci nie jest? Słyszysz mnie?
- Tak, teraz tak.. Strasznie boli mnie głowa i noga. Co jest grane?
- Ja.. Ja nie wiem co mam powiedzieć. Miałaś wypadek. Nie zatrzymałem się przed przejściem dla pieszych i .. uderzyłem w ciebie – mówi drżącym głosem – Mam zawieść cię do szpitala, na pogotowie, chcesz złożyć na mnie skargę?
- Spokojnie, nic z tych rzeczy. Nic się nie stało. Jestem tylko trochę potłuczona i trudno mi ustać na prawej nodze. Pomijając też fakt, że kręci mi się w głowie i czuję się pijana, wszystko jest w porządku. – uśmiechnęłam się do niego by podnieść go na duchu - To był zwykły wypadek, nic strasznego się na szczęście nie stało. Kilka siniaków to nie koniec świata.
- Na pewno? Mógłbym coś dla ciebie zrobić, wynagrodzić ci to? Może dasz zaprosić się na kawę? Doszła byś trochę do siebie, a ja zaopiekowałbym się tobą tak aby nie trafił w ciebie kolejny debil taki jak ja.
- Zabawny jesteś! Mówię ci poważnie, że wszystko jest ok – uśmiecham się szeroko – Dam radę! Chciałabym skorzystać z twojego zaproszenia, jednak muszę szybko wracać do domu. Problemy rodzinne...
- To może chociaż cię podwiozę? Nie pozwolę ci w tym stanie włóczyć się po mieście.. – jaki on jest troskliwy! Nie wierzę, że tacy chłopcy jeszcze istnieją.. Ciekawa jestem czy mnie pamięta.
- Było by mi miło, ale..
- Ale? Ah tak! Pewnie poczułabyś się niezręcznie bo mnie nie znasz. Jestem Mike!
- Ines. Nie chodziło mi tylko o twoje imię..
- Tak? To o co jeszcze?
- Znam cię. To znaczy pamiętam. Widziałam cię kilka lat temu w szpitalu, miałeś rozcięty łuk brwiowy – wskazałam na bliznę Mike.
- O tak, przypominam to sobie. Chciałem uciec w nocy z domu, aby pograć w piłkę. Powiedzmy, że ucieczka przez okno, po drzewie nie była idealnym rozwiązaniem dla ośmiolatka. Tym bardziej, że pod drzewem stała szklana figurka. Siedziałaś skulona w kącie, prawda? Miałaś różową sukienkę, a na to narzucony beżowy płaszczyk. Włoski splecione w dwa warkocze z kokardkami na końcach. Widziałem, że byłaś trochę nieświadoma tego co dzieje się wokół, ale wyczułem twoje przerażenie – jakim cudem on pamięta takie szczegóły? Mimo, że ten dzień utkwił mi znacząco w pamięci nie pamiętam w co byłam ubrana i jak miałam upięte włosy. Miał osiem lat. Jak mógł to zapamiętać. Byłam tylko dziewczynką, która z ukrycia go obserwowała..
- Jakim cudem pamiętasz takie szczegóły?
- Chyba się śpieszysz prawda? Wskakuj, jedziemy.
Dziwi mnie jego nagła zmiana tematu, ale bez zbędnych słów wsiadam do auta i podaję adres. Toczymy luźną pogawędkę na temat pogody, miasta. Po raz kolejny pada słowo przepraszam. Uśmiecham się, słucham jego historii. Wrócił kilka dni temu z Londynu.. Myślę jednak o czymś zupełnie innym. Analizuję jego słowa. Moja mama zmarła 11 lat temu. Byliśmy dziećmi. Jak przestraszona dziewczynka mogła aż tak utkwić w pamięci ośmiolatkowi. Trzyma to wspomnienie w sobie, nie pomijając szczegółów nawet takich, które dotyczą koloru sukienki.
Docieramy na miejsce.
- Jeszcze raz bardzo cię przepraszam. Nie wybaczę sobie tego, że zrobiłem ci krzywdę! – znowu mówi zdenerwowanym głosem.
- Po raz kolejny mówię ci, że nic się takiego nie stało. Tylko na przyszłość uważaj. Nie każda panienka w tym mieście jest tak wyrozumiała jak ja. Dzięki za podwiezienie, strasznie mi to pomogło. Raczej nie doszłabym tak szybko do domu w takim stanie.
- Przyjemność po mojej stronie. Trzymaj, tu jest mój numer telefonu. Jeśli potrąci cię kiedyś jeszcze jakiś idiota i będziesz potrzebowała transportu do domu lub po prostu będziesz chciała pogadać, zadzwoń! Może jeszcze kiedyś się spotkamy. Do zobaczenia! Mam nadzieję.. – ostatnie słowa ledwo dało się usłyszeć.
- Dziękuję, zapamiętam! Do zobaczenia!
Odjechał..
Słońce chowa się za chmurami. Powietrze jest dość ciężkie, a ptaki latają nisko nad ziemią. Zapowiada się na deszcz. Otwieram bramkę, a przy moich nogach natychmiast pojawia się mały piesek. Nie mam w domu dużo obowiązków. Muszę po prostu utrzymywać porządek i troszczyć się młodszą siostrę. Lily uwielbia zwierzęta, a małego kundelka znalazła zagłodzonego i przywiązanego do słupa na obrzeżach miasta. Jak można być takim potworem aby zostawić niewinne stworzenie na pastwę losu? Pozwoliłam jej zaopiekować się mieszańcem. Przystaję na tarasie i biorę głęboki oddech. Jak zwykle nie jestem pewna co zastanę po wejściu do domu. Wchodzę, a widok domu nie robi na mnie większego wrażenia. Widzę ojca z butelką taniej wódki, zalanego na swoim fotelu w gabinecie. Orientacyjnie rozglądam się pod domu, by dostrzec szkody. Przypominam sobie o zakupionej mrożonce i biegnę do kuchni przygotować Lily kolację.- Hej! Nic ci nie jest? Słyszysz mnie?
- Tak, teraz tak.. Strasznie boli mnie głowa i noga. Co jest grane?
- Ja.. Ja nie wiem co mam powiedzieć. Miałaś wypadek. Nie zatrzymałem się przed przejściem dla pieszych i .. uderzyłem w ciebie – mówi drżącym głosem – Mam zawieść cię do szpitala, na pogotowie, chcesz złożyć na mnie skargę?
- Spokojnie, nic z tych rzeczy. Nic się nie stało. Jestem tylko trochę potłuczona i trudno mi ustać na prawej nodze. Pomijając też fakt, że kręci mi się w głowie i czuję się pijana, wszystko jest w porządku. – uśmiechnęłam się do niego by podnieść go na duchu - To był zwykły wypadek, nic strasznego się na szczęście nie stało. Kilka siniaków to nie koniec świata.
- Na pewno? Mógłbym coś dla ciebie zrobić, wynagrodzić ci to? Może dasz zaprosić się na kawę? Doszła byś trochę do siebie, a ja zaopiekowałbym się tobą tak aby nie trafił w ciebie kolejny debil taki jak ja.
- Zabawny jesteś! Mówię ci poważnie, że wszystko jest ok – uśmiecham się szeroko – Dam radę! Chciałabym skorzystać z twojego zaproszenia, jednak muszę szybko wracać do domu. Problemy rodzinne...
- To może chociaż cię podwiozę? Nie pozwolę ci w tym stanie włóczyć się po mieście.. – jaki on jest troskliwy! Nie wierzę, że tacy chłopcy jeszcze istnieją.. Ciekawa jestem czy mnie pamięta.
- Było by mi miło, ale..
- Ale? Ah tak! Pewnie poczułabyś się niezręcznie bo mnie nie znasz. Jestem Mike!
- Ines. Nie chodziło mi tylko o twoje imię..
- Tak? To o co jeszcze?
- Znam cię. To znaczy pamiętam. Widziałam cię kilka lat temu w szpitalu, miałeś rozcięty łuk brwiowy – wskazałam na bliznę Mike.
- O tak, przypominam to sobie. Chciałem uciec w nocy z domu, aby pograć w piłkę. Powiedzmy, że ucieczka przez okno, po drzewie nie była idealnym rozwiązaniem dla ośmiolatka. Tym bardziej, że pod drzewem stała szklana figurka. Siedziałaś skulona w kącie, prawda? Miałaś różową sukienkę, a na to narzucony beżowy płaszczyk. Włoski splecione w dwa warkocze z kokardkami na końcach. Widziałem, że byłaś trochę nieświadoma tego co dzieje się wokół, ale wyczułem twoje przerażenie – jakim cudem on pamięta takie szczegóły? Mimo, że ten dzień utkwił mi znacząco w pamięci nie pamiętam w co byłam ubrana i jak miałam upięte włosy. Miał osiem lat. Jak mógł to zapamiętać. Byłam tylko dziewczynką, która z ukrycia go obserwowała..
- Jakim cudem pamiętasz takie szczegóły?
- Chyba się śpieszysz prawda? Wskakuj, jedziemy.
Dziwi mnie jego nagła zmiana tematu, ale bez zbędnych słów wsiadam do auta i podaję adres. Toczymy luźną pogawędkę na temat pogody, miasta. Po raz kolejny pada słowo przepraszam. Uśmiecham się, słucham jego historii. Wrócił kilka dni temu z Londynu.. Myślę jednak o czymś zupełnie innym. Analizuję jego słowa. Moja mama zmarła 11 lat temu. Byliśmy dziećmi. Jak przestraszona dziewczynka mogła aż tak utkwić w pamięci ośmiolatkowi. Trzyma to wspomnienie w sobie, nie pomijając szczegółów nawet takich, które dotyczą koloru sukienki.
Docieramy na miejsce.
- Jeszcze raz bardzo cię przepraszam. Nie wybaczę sobie tego, że zrobiłem ci krzywdę! – znowu mówi zdenerwowanym głosem.
- Po raz kolejny mówię ci, że nic się takiego nie stało. Tylko na przyszłość uważaj. Nie każda panienka w tym mieście jest tak wyrozumiała jak ja. Dzięki za podwiezienie, strasznie mi to pomogło. Raczej nie doszłabym tak szybko do domu w takim stanie.
- Przyjemność po mojej stronie. Trzymaj, tu jest mój numer telefonu. Jeśli potrąci cię kiedyś jeszcze jakiś idiota i będziesz potrzebowała transportu do domu lub po prostu będziesz chciała pogadać, zadzwoń! Może jeszcze kiedyś się spotkamy. Do zobaczenia! Mam nadzieję.. – ostatnie słowa ledwo dało się usłyszeć.
- Dziękuję, zapamiętam! Do zobaczenia!
Odjechał..
Wołam ją na kolacje, a sama idę do swojego pokoju.